Star Trek IV jest kolejnym filmem z tej „złotej” serii, którą zaczęłam jakiś czas oglądać i muszę przyznać, że jeden najlepszych. Dużo bardziej mi się podobał, niż obecny nowoczesny, nastolatkowy „Star Trek” grany obecnie w kinach. „Czwórka” porusza ważną tematykę ekologii i niebezpieczeństwa eliminowania przez Ziemian zagrożonych gatunków zwierząt ( w tym przypadku Waleni). Poza tym ten Star Trek należy do jednego z najbardziej zabawnych, gdyż dzieje się w czasach obecnych, do których załoga Kirka musiała zawędrować w celu ratowania humbaków. Zetknięcie się dwóch światów – idealnego rozwiniętego moralnie świata z przyszłości a obecnym – nasiąkniętym pewnym prymitywizmem oraz dążeniem do wojen – jest okazją do licznych zabawnych sytuacji. Poza tym film zawiera parę trafnych spostrzeżeń filozoficznych (Spok w najlepszej formie) na temat człowieczeństwa i towarzyszących mu uczuć.

Reklamy

Przyszedł czas na nowego odnowionego Star Treka i muszę napisać, że po obejrzeniu nowego „dzieła” poczułam się rozczarowana. Wiadomo, że efekty specjalne jak i techniczna realizacja filmu zostały zrobione na najwyższym poziomie, lecz chodzi mi głównie o scenariusz, o treść.

Film został nakręcony właściwie dla nastolatków i zawiera dużą dawkę gagów i humoru, jak dla mnie trochę infantylnego. Zabrakło tajemnicy, klimatu, naukowego podejścia załogi Enterprise. Nawet tematy alternatywnego rozwoju zdarzeń, czy czarnych dziur zostały pokazane jak coś oczywistego, nieciekawego, ot przysłowiowa „bułka z masłem”. W nowym Star Treku Uhura biega w mini spódnicy i podrywa Spocka. Kirk jest niepokornym zawadiaką wdającym się w liczne bójki, a Chekov żałośnie nadużywa rosyjskiego akcentu, aby wywołać wrażenie komiczności swojej postaci.
W nowym Star Treku dużo się dzieje, i cały czas jesteśmy świadkami wartko toczonej i brawurowej akcji. Początek filmu to jedna wielka katastrofa z rodzącą kobietą w tle. Nie ma tu powolnego budowania napięcia, jak mamy w wielkich ekranizacjach science fiction – Odysei, Obcym, Coś, starym Star Treku i wielu innych. Bo po co nudzić młodych widzów przez połowę filmu? Jest to popcornowa rozrywka dla mało wymagającego widza.

I stało się. Obejrzałam kolejnego Stra Treka :-D . Więc wrażenia są następujące. Dwójka niewątpliwie jest bardziej rozrywkowa i bardziej mieści się w konwencji przeciętnego amerykańskiego widowiska, w którym jest dobry i zły bohater, trochę przygody, humoru, chwile wzruszenia (śmierć Spocka, czy spotkanie Kirka z synem), ale wszystko całkiem fajnie i przyjemnie skonstruowane i nie sposób jest nudzić się. Nie ma przydługiego wstępu do akcji jak w jedynce, ale nie ma również za dużo metafizyki i egzystencjalizmu. Ciekawy jest projekt Natura, ale nie aż tak bardzo frapujący jaj osobowość Vidgera z pierwszej części.

Ogólnie większości widzom bardziej podoba się dwójka, ja nie należę w tym wypadku do większości, chociaż dwójeczka rozbudziła we mnie ciekawość na trzecią część.

Swoją drogą obejrzałam już Star Treka 3 i podobał mi się chyba najmniej. Czy nie jest to zgodne z pwszechnie panującą zasadą, że kolejny film jest coraz gorszy od poprzedniego? Nie wiem, może byłam zmęczona i trochę przesypiałam na seansie, ale „trójka” nie była w ogóle dla mnie ciekawa, co więcej, oddarta z jakiejkolwiek tajemniczości i zagadki, które były charakterystyczne dla poprzednich części. Ale muszę przynać, że w porównaniu z „jedynką” efekty specjalne rzeczywiście poszły do przodu. Podtytuł do filmu był „w poszukiwaniu Spocka”. Szkoda, jednak, że tak mało z tego Spocka pozostało, tyle co i nic z jego stoickiej logicznej filozofii.
Wiele osoób chwali czwartą część Star Treka, bo ekologiczna, a ja osobiście takie tematy lubię. Otóż obca cywilizacja szuka inteligentnych istot na Ziemi, aby nawiązać z nimi kontakt. I nawiązuje, lecz nie z ludźmi, tylko … waleniami. Może obejrzę, podzielę się wrażeniami :-D .

Muszę przyznać, że ten film mnie mocno zaskoczył. Przez pierwszą godzinę oglądałam bez przekonania, odrobinę się nudząc nie mając zielonego pojęcia, co to za klimat (jest to moje pierwsze zetknięcie się ze Star Trekiem). Natomiast w drugiej godzinie nie mogłam oderwać wzroku, mając w sobie poczucie wielkiego „WOW”. Końcówka niezwykle niespodziewana.

Film bardzo filozoficzny, nawet powiedziałabym egzystencjalny o istocie człowieczeństwa, prymacie serca nad logiką.  Poza tym film ma bardzo ładną ścieżkę dźwiękową autorstwa Jerry Goldsmitha.