Przeczytałam „Cień wiatru” całkiem niedawno i podobała mi się. Wciągająca, z malowniczymi opisami Barcelony, klimatyczna… Tajemnica goni tajemnicę, co sprawia, że chcemy wiedzieć co dalej. Cień wiatru ma w sobie coś z kryminału, jednocześnie ma strukturę jednej historii ukrytej w całkiem drugiej.
Są opinie, że ta książka to jest tzw. page tuner, czyli z ang. przewracać kartek – czytając przewracamy kolejne kartki, bo nie sposób jest od tej książki się oderwać. Sądzę, że prawda, a nawet zaleta, gdyż powieść czyta się gładko i łatwo jest w nią się wtopić.
Jedna – moja taka prywatna uwaga, że może za dużo jest w tej powieści melodramatyzmu, ale cóż południowa hiszpańska krew Zafona daje znać o sobie. .
Jest to książka o książce dla wielbicieli książek, dlatego pewnie zyskała tak dużą popularność. Poza tym ma bardzo ładną przyciągającą wzrok okładkę (która zadziałała również na mnie) i interesujące zdjęcia ulic Barcelony w środku. Ogólnie bardzo polecam.

Reklamy

Po dużym sukcesie musicalu „Moulin Rouge” Baz Luhrmann postanowił stworzyć dzieło nawiązujące do takich filmowych superprodukcji jak „Przeminęło z wiatrem”, „Pożegnanie z Afryką”, czy „Lawrence z Arabii” jednocześnie poznać korzenie kontynentu, z którego pochodzi – tytułowej „Australii”. Film w odróżnieniu od poprzednich produkcji Luhrmanna nie jest bynajmniej musicalem, chociaż Nicole Kidmann w pewnym momencie nawet zaczyna śpiewać, ale nie idzie jej to tak dobrze jak w Moulin Rouge. Najbardziej utalentowani muzyczni w filmie są Aborygeni – przybrany synek głównej bohaterki chłopiec Nullach, czy jego zupełnie „dziki” dziadek, zwany King Georgem. Wracając do określenia gatunku filmu będzie to nie lada problem – produkcja łączy elementy melodramatu, przygodowego filmu drogi, filmu wojennego, aż do komedii, gdyż elementów zabawnych jest również mnóstwo.

Film rzeczywiście został zrobiony z rozmachem. Początkowo obawiałam się wysiedzenia w kinie owych 2,5 godzin, ale minęły szybko, a historia była naprawdę ciekawa. Nie dziwi, więc fakt, że nad nią pracował nie jeden, lecz cały zespół scenarzystów. Chociaż podobno odtwórczyni głównej roli kobiecej – Nicole Kidmann przyjęła ponoć rolę bez czytania nawet scenariusza. Zarówno reżyser jak odtwórcy głównych ról: Nicole Kidmann i Hugo Jackman potraktowali ten film jako swoisty „powrót do korzeni”, gdyż wszyscy trzej są Australijczykami, co moim zdaniem filmowi wyszło na dobre, gdyż został stworzony przez pasjonatów.

Australię polecam do oglądania przede wszystkim w kinie, gdyż film jest naprawdę …piękny, zapierające dech dzikie krajobrazy Australii, piękne sceny pokazujące pędzenie dzikich koni, czy udomowionych, ale nie mniej jednak dzikich byków. Wszystko okraszone wzniosłą muzyką w stylu starych dobrych kinowych superprodukcji ubiegłego wieku. Film zgrabnie nawiązuje do dziedzictwa kinematografii, wykorzystując motyw „Czarnoksiężnika z krainy Oz”.

Narratorem w filmie jest mały Nullach, chłopiec półkrwi na połowę jest aborygenem, na połowę białym. Naprawdę naturalnie i wdzięcznie zagrał, chociaż nie jest aktorem został wybrany spośród tysiąca chłopców na castingu do filmu i musiał przejść przez specjalne szkolenie, przygotowujące do roli aktora. Chłopiec miał w sobie dużo magii i nawiązywał do magicznej kultury Aborygenów, którzy potrafią zatrzymać spojrzeniem stado byków, czy przejść przez wymarłą i pozbawioną wody krainy Nigdy Nigdy. Uczył nas również wolności, że nie możemy żadnej osoby posiadać na własność, jedynie cieszyć się z chwil spędzonych z nią.

Sądzę, że Australia ma duże szanse na uzyskania statuetki oscarowej, jeżeli nie za najlepszy film roku (profesjonalni krytycy dopatrują w filmie różne braki i minusy), to za montaż zdjęcia lub inne kategorie techniczne.

Jak w zeszłych miesiącach w tym poście umieszczam filmy, które oglądam na bieżąco. Pomysł wziął się z chęci oceniania filmów, jak to robią recenzenci w postaci gwiazdek, krzyżyków, kółeczek, oczek itp. Kiedyś myślałam o prowadzeniu zeszytu, czy pliku *.xls z ocenami i wrażeniami, ale blog fajnie nadaje się do tego zadania.

Poprzednie wpisy to:

Filmy wrzesień 2008

Filmy październik 2008

Ale wróćmy do miesiąca bieżącego:

  • Parszywa dwunastka – ocena 5

Nie lubię filmów wojennych, tym bardziej dramatów wojennych, ale ten film naprawdę jest dobry. Uznawany za klasykę gatunku. Bardzo podobał mi się początek tego filmu i rozwój zdarzeń gdzieś do połowy. Później wszytko było przewidywalne. Większość dzielnych żołnierzy-więźniów zginęła, a rozwój zdarzeń dało się przewidzieć, więc siedziałam i czekałam na koniec ostatniej akcji i filmu.

Ale aktorstwo najwyższych lotów – polecam!

  • Quantum of Solace – ocena 4,5

Tym razem będzie o jednej z najbardziej oczekiwanych premier tego roku drugiej części trylogii przygód młodego Bonda w wykonaniu Davida Craiga. Lubię tego aktora, chociaż w filmie był najbardziej zimny i bezwzględny jak tylko może być, co świadczy o tym na przykład wyrzucenie martwego byłego agenta Mathisa na śmietnik tuż po śmierci w ramionach Bonda.

Technicznie film został zrobiony po mistrzowsku, świetne prowadzenie kamery, dużo efektownych akcji, pościgów, wybuchów, strzelanin, jak to w dobrych filmie akcji. Bond rzeczywiście cały czas musi uciekać lub zmagać się z nieprzyjacielami. W tym sensie rzeczywiście, co zarzucają mu  niektórzy krytycy upodabnia się do Bourna. Co więcej jest agentem nieposłusznym i mającym gdzieś zmartwienia swej przełożonej M.

Czego w filmie zabrakło? Według mnie dobrego scenariusza. Pamiętam, gdy obejrzałam po raz pierwszy „Casino Royale” wyszłam z kina zachwycona. „Wow” – pomyślałam, „Naprawdę był to dobry film”. Tutaj scenariusz był chwilami nudnawy. Wątki tajnego zgrupowania ekologicznych terrorystów i reżymu Boliwii zostały tylko lekko muśnięte. Może kontynuacja będzie w następnej części? Nie wiem, czas pokaże. Pojawiły się między czasie 2 „kobiety” Bonda – Kurylenko i Arterton, ale żadna z nich nie była zjawiskowa. Raczej przeciętne dziewczyny, chociaż serii Bonda słynie z ładnych, inteligentnych i niekiedy drapieżnych kobiet.

Plusem filmu jest klimat: ciekawe miejsca, pustynia, niepokojąca melancholijna, z gorzkawą nutą muzyka. Czuć jakiś wewnętrzny ból Bonda, skrywany pod maską chłodu i obojętności.    Podsumowując nie jest to film zły, ale mógłby być jeszcze lepszy. Więc z niecierpliwością czekam na kolejną część. A tym razem proponuję obejrzeć zwiastun:

  • Skarb narodów – ocena 3,5

Dobry film rozrywkowy na wolne popołudnie.  Trochę humoru, trochę akcji, trochę fantastyki. Nie jest może to film najwyższych lotów, ale plus taki, że młodych odbiorców może zainteresować np. historią lub archeologią.

Jest produkcji, Walta Disneya więc może go oglądać z powodzeniem cała rodzina. Brak w tym filmie przemocy, seksu itp, za to są wątki patriotyczne, trochę pościgów i historii.

  • Obsesja – ocena 4.

Jack Nicholson świetnie gra ludzi psychopatycznych, szaleńców lub też ludzi mających problemy ze sobą. W Obsesji potwierdził swą klasę. Polecam z nim „Lot nad Kukułczym Gniazdem, „Lśnienie”. Jego rola Jokera w Barmanach uważam, że przewyższa wychwalanego ostatnio Heatha Ledgera.

Sam film był też dobry, ładne zdjęcia, nastrojowa muzyka i klimat. Ważne pytania o życie i o śmierć. Polecam!

  • Indiana Jones i Ostatnia Krucjata – ocena 6

Uważam ten film za najlepszą część serii o Indianie Jonesie. Majstersztyk, jeżeli chodzi o kino przygodowe. Zresztą Harrison Ford z Seanem Connery utworzyli ponadczasowy duet. Podobała mi się ta historia, nawiązująca do legendy o kielichu św. Graala, a jak zobaczyłam na koniec średniowiecznego rycerza, aż ciarki przeszły mi po plecach.

  • Złoty kompas – ocena 5,5

Wspaniałe bajkowe dzieło fantasy, a jednocześnie chyba najbardziej niedoceniany film zeszłego roku, który zbojkotowały środowiska katolickie. Film jest przepiękny, obsypany nagrodami za scenografię, kostiumy, efekty specjalnie (w tym w pełni zasłużony Oscar). Najlepiej oglądać w kinie, gdzie można na 2 godziny zanurzyć się w bajkowy świat  równoległy – jeden z nieskończenie wiele światów istniejących we wszechświecie. Cieszy mnie fakt, że film wreszcie się ukazał na DVD i który już posiadam w swojej kolekcji.

Film spodobał mi się do tego stopnia, że chętnie zwróciłam się do trylogii Philipa Pulmana pt. „Mroczne Materie”:

Książki na długie godziny mogą zabrać do innych światów, są mroczniejsze i mają bardziej antykatolickie charakter, niż film (czasem aż do przesady). Jest to co prawda literatura dla dzieci, ale dorośli wielbicieli fantasy z pewnością je docenią.

Wracając do filmu wyczekuję następnych części.

  • Hannibal po drugiej stronie maski – ocena 3,5

Może nie powinnam oceniać tego filmu, bo nie jestem wielbicielką  gatunku, ale ten film pomimo licznych wad nie był taki zły. Miał ciekawy początek, był ładnie sfotografowany (widać, że reżyser Peter Webber wcześniej nakręcił takie plastyczne arcydzieło jak „Dziewczyna z Perłą”), ładny soundtrack.

Ogólnie nie nudziłam się i nie wyczekiwałam końca, ale na „Milczeniu owiec” musze przyznać nudziałam się jeszcze mniej, a to jest lepsza kontynuacja tej samej bajki.

  • Mała Moskwa – ocena 5,5

Jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat, chociaż grany w większości przez rosyjskich aktorów. Jakiś czas temu widziałam konkurs na scenariusz na film o tematyce zbliżenia dwóch kultur polskiej i rosyjskiej i właśnie jest to owoc tego konkursu. Fabuła filmu dzieje się w 1968 roku i widz na 2 godziny zostaje przenesiony w tamte czasy, dbalość o detale historyczne jest godna podziwu. Sama historia jest ciekawa, wzruszająca, ma wiele niezapomnanych momentów, np. otwierająca film scena występu głównej bohateki Wiery, scena jak wychodzi ze szpitala z nowonarodzonym nieślubnym dzieckiem i czeka na nią przebity, ale nadal kochający mąż, który mówi: „Nie wiem, czy dałaś imię swojemu dziecku, ale gdyby to zależało ode mnie to chciałbym Wiera, zawsze, tylko Wiera”. Bardo mocna była też scena jak Michał wyskakuje z okna oraz scena potajemnego chrztu katolickiego ormiańskiego dziecka.

Film dobrze oddane charaktery narodowe zarówno Rosjan jak i Polaków, jest wyjaśnienie dlaczego Rosjanie lubią czytać grube książki a Polacy kombinować.

Poza tym film cechuje ładna muzyka, klimatyczne zdjęcia Legnicy, aktorstwo najwyższych lotów. Polecam! A na koniec tytułowa piosenka polsko-rosyjska Ewy Demarczuk w wykonaniu Svetlany Khodchenkovej:

  • Kung Fu Panda – ocena 3,5

Lubię bajki, ale myśłałam, że ten film mógłby być lepszy. Owszem był śmieszny, ale jednak bardzo przewidywalny. Do kin Kung Fu Panda weszła mniej więcej w tym samym czasie, co animacja Disneya Wall-E. Zauważyłam jak ludzie podzielili się na 2 obozy: zwolenników Kung Fu Pandy i zwoleników Wall-ego. Ja osobiście należę do tych drugich. Słyszłam, że Wall-E startuje do nominacji na Oscara za najlpeszy film roku, nie dziwi mnie to film naprawdę epokowy.

Wracając natomiast do Kung Fu Pandy, denerwowały mi nastepujące rzeczy: 1. Ogłądałam bajkę z polskim dubblingiem, i nie podobała mi się maniera wysławiania się misia, podobna do żargonu dresów. 2. Rzecz miś strasznie dostał w kość i ciągłe był potłuczony, co miało być śmieszne, ale u wrażliwszych ludzi mogło wywołać ból całego ciała, poza tym bajka chyba była skierowana do dzieci…3. Żółw-mędrzec za bardzo przypominał mi….. Yodę ze Star Wars.

  • Horton słyszy Ktosia – ocena 5.5

Ta bajka moim zdaniem ma 1 jedyną wadę: otóż jest za krótka. To jest opowieść przenikania się dwóch światów: mikro i makro. Na początku muszę powiedzieć, że ujęła mnie niezwykłość obu dwóch światów: niezwykłe zabawne nieco „prsychodeliczne” zwierzęta i rośliny w dżungli, a świat „ktosiów” to w ogółe bajka – zaskakujące wynalzki, budowle, urządzenia, asymetryczne meble…Chiałbo by się w tym świecie pobyć jak najdłużej…Natomiast, co do głównego bohatera – słonia, jest on naprawdę śmieszny, chociaż by scena przechodzenia przez most powieszony nad przepaścią. Serce ściskało, jak szukał swojego pyłku z Ktosiami posród pola innych podobnych do siebie. Film ma głębokie przeslanie filozoficzne, jednocześnie proste, które może zrozumieć nawet małe dziecko: że być może też jesteśmy pyłkiem, w dużo większym wszechcświece. Jednak jest tam ktoś, kto o nas się zatroszczy. Film idelany nawet dla najmniejszych dzieci, gdyż nawet zło w postaci kangurzycy i jastrzębia żałuje za swoje przewinienia i tak naprawdę staje się dobra…

  • Opowieść podręcznej – ocena 4

Wizja przyszłości w której tylko nieliczne kobiety moga rodzić dzieci. Dość aktualna i przerażająca dla ludzkosci. Są one wykorzystywane jako „podręczne” – kobiety, które rodzą dzieci dla bezdzietnych bogatych rodzin. Świat jest przedstawiony na wyraz konserwatywny i religijny (film miał byc krytyką dla patii republikańsakiej w Stanach Zjednoczonych). Wizja może straszna, ale własnie przez swoją „rozwiązłość” to liberałowi zawinili obecnej sytuacji.

Film o tyle jest fajny, że zmusza do dyskusji. Poza tym całkiem ciekawa historia…

  • Diabelskie nasienie – ocena 4,5

Jak na film science fiction z 1977 roku naprawdę dobrze się trzyma i jest ciekawy. Raczej thriller, niz horror jeżeli chodzi o gatunek. Głównym bohaterem jest superintiligentny  komputer Proteusz, który odmawia między innymi zrobienie schemtatu wydobycia surowców z dnia oceanu, uważając to za nie logiczne postepowanie ludzi. Pewnego dnia stwierdza, że chce być człowiekiem i pragnie „niesmertelnosci”. Dlatego próbuje zapłodnić (jak się okazało z powodzeniem) żonę swojego stwórcy. Film ma zaskakującą koncówkę i zmusza do wielu pytań o istaę człowieczeństwa, logiczność ludzkich postepowań, nieśmertelność itp.