Czytając książkę Rhondi Byrne stwierdziłam, że pomimo tego, że jest ona ładnie wydana, napisana czytelnym przystępnym językiem i stała się światowym bestsellerem, nie wnosi tak naprawdę nic nowego w podstawowe ezoteryczne prawa rządzące światem, a mianowicie: „myśl jest materialna”, „siła wizualizacji i pozytywnego myślenia jest ogromna”, a „to co wewnątrz nas jest również i na zewnątrz w naszym życiu”, czy „należy nieustannie dziękować za rzeczy które nas spotykają”. Podobnie pisali Sviyash, Zeland, Levshinov, Hay, a nawet takie koncepcje możemy odnaleźć w Biblii.

Jedno zdanie natomiast mi osobiście podobało się, „że to czym jest nasze dotychczasowe życie jest zbiorem wszystkich naszych dobrych i złych myśli na przestrzeni wielu lat”. No cóż, spoglądając krytycznie na swój własny los musze stwierdzić, że źle nie jest, chociaż niektóre rzeczy mogłyby być zgoła inne…

Wielu ludzi zastanawia się: „czy to naprawdę działa?”. Cóż, odpowiedź jest TAK. Działa. Lecz tak naprawdę wszystko zależy od nas – naszych marzeń, ich intensywności, życia zgodnie ze sobą, optymizmu, braku niepotrzebnej zawziętości. Jest to trudna sztuka i nie każdemu się udaje. Ale próbować warto, bo cuda się zdarzają codziennie. A dla obeznanych jeszcze z tematem polecam tą książkę dla nauki stawiania pierwszych kroków w chmurach.

Tegoroczna Eurowizja wykazała się niespodziewanie wysokim poziomem utworów muzycznych a oglądanie wielkiego widowiska w Moskwie było wielką dla mnie przyjemnością. Jeden ze znanych współczesnych muzyków powiedział, że ludzie powinni cieszyć się, że przyszedł kryzys, gdyż więcej uwagi kierują do sztuki, marzeń, fantazji, niż do wartości materialnych. Sądzę, że jest w tym trochę prawdy, gdyż pierwsze dwie zwycięskie piosenki były o bajkach i marzeniach.

Rzeczywiście bardzo przypadł mi do gustu Alexander Rybak z Norwegii z piosenką „Fairytale”, rozmarzoną, przypominającą klimatem obrazy mistrza Chagalla. Młody wykonawca ma słowiańską duszę, sympatycznie zadarty nos, a jego językiem ojczystym jest rosyjski.

Następna piosenka pt. „Is it True” w wykonaniu islandzkiej młodej wokalistki Yohanny jest po prostu piękna. Ma ładną ścieżkę melodyjną, ciekawą, wprost ze snów, scenografię i również ten rozmarzony, oderwany od rzeczywistości klimat.

A teraz już będzie trochę niechronologicznie pod względem zdobytych punktów, gdyż następna piosenka w wykonaniu Azerbejdżanu nieszczególnie przypadła mi do gustu, chociaż nie była ogólnie taka zła – melodyjny refrenik i niesamowicie prosty, wręcz infantylny tekst. Oczywiście taka piosenka może się podobać większości widzów, lecz ja osobiście wymagam od muzyki trochę czegoś więcej.

Jedna z piosenek zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, chociaż nie okazała się faworytem, a mianowicie Izrael:

Piosenkę zaśpiewał niezwykły duet – izraelska piosenkarka Noa oraz arabska piosenkarka i aktorka Mira Awad. Utwór był wykonany w języku hebrajskim, arabskim oraz angielskim z dźwięcznym refrenem „There must be another way”. Wg mnie ta piosenka ma w sobie ogromną moc i siłę przekazu, gdyż nie od dziś wiadomo, że narody arabski i żydowski nienawidzą się i walczą ze sobą, Tutaj te dwie kobiety okazują sobie gesty przyjaźni, ubrane na czarno, w kolor żałoby płaczą za „both of us” i wierzą, że musi być inny sposób do dojścia porozumienia, niż ślepa przemoc i wojna. Jest to śpiew kobiet, matek, którzy są przeciwko ślepej nienawiści. Można tutaj nawet pójść dalej i zacząć winić mężczyzn i ich testosteron. Ale pozostanę na pięknym i wzruszającym pokojowym przesłaniem tego utworu.

Podobał mi się również bardzo utwór, z którym wystąpiła Bośnia i Hercegowina pt. „Bistra Voda”. Folkowy i melodyczny, słowiański:

A także konkursowa piosenka Estonii w wykonaniu zespołu Urban Symphony z bardzo ciekawą sekcją smyczkową i niezwykłym głosem piosenkarki pt. Rändajad:

Jeżeli chodzi o Rosję, to w tym roku Rosjanie wybrali piosenkę trudną i ambitną, właściwie pełno przeciwieństwo zeszłorocznego wygranego Dimy Bilana. Utwór „Mamo” jest pełen emocji, jest dość kameralny i bardziej skłania się w kierunku piosenki aktorskiej, niż popowego show. Na uwagę tu zasługuje niesamowicie wymowna scenografia, pokazująca powolne starzenie człowieka.

Wspaniałą i również bardzo kameralną piosenkę, zaśpiewała Patricia Kass, przypominająca starą dobrą muzykę francuską uchodzącą już niestety w niepamięć. Gdyż tak, czy inaczej Patricia ma już swoje lata, a godnych następców brak, między innymi pewnie, dlatego Francuzi wysłali tę piosenkarką, już „znanej marki” na koncert. Na bo co mieli zrobić? Wysłać czarnych raperów-emigrantów? Zresztą w Rosji Kaas jest naprawdę uwielbiana.

Podsumowując poziom festiwalu był naprawdę dobry, podobały mi się również niewspomniane powyżej ludowe piosenki Chorwacji, Mołdawii, czy Portugalii, operowy głos wokalistki z Szwecji, a nawet trochę dziwna piosenka z Albanii z „zielonym panem” ;-), którą dam na koniec:

Ostatnio miałam okazję obejrzeć „mały”, mało znany, ale bardzo klimatyczny film ze stawiającą pierwsze kroki w aktorskie Angeliną Jolie w roli głównej. Bardzo wciągający, kobiecy, gdyż wyreżyserowany przez kobietę, z paroma dziewczynami w rolach głównych. Wśród niektórych kręgów, a w szczególności wśród młodych dziewczyn film stał się kultowy, gdyż świetnie prezentuje psychologię nastoletnich dziewczyn, przyjaźń i marzenia. Poza tym film posiada naprawdę ujmującą rockową ścieżkę dźwiękową. Polecam!

Imię „Vadim Zeland” i „transfering rzeczywistości” są pojęciami jednymi z najczęściej wyszukiwanych na moim blogu. Żeby uchylić rąbka tajemnicy i polskiego czytelnika również zapoznać z tą odkrywczą filozofią, robiącą oszałamiającą karierę nie tylko w Rosji, ale również na Zachodzie, przedstawię dzisiaj pokrótce zasady tej nauki.

A są one następujące:

Kieruj życiem

Swobodnie i lekko

Graj w grę

W której wszystko jest możliwe.

A teraz po kolei…

1. Kieruj życiem

Aby kierować „własną rzeczywistością” oraz żyć wg własnych pragnień należy „obudzić się”. Tylko ten, kto nie śpi rzeczywiście jest w stanie kierować realnym życiem, wybierając warianty rozwoju zdarzeń w przestrzeni wariantów. Wiedząc w którym punkcie dokładnie się znajdujemy nie jest trudno przeciągnąć linię prosto do celu.

Wiele rzeczy w życiu, który człowiek wybiera w rzeczywistości nie ma żadnego odniesienia do jego własnych prawdziwych życzeń, czy marzeń. Żyjemy w świecie ogromnej ilości informacji (przykładem chociażby Internet). W tej sytuacji ciężko odróżnić własny cel, od celi, nawiązanych nam zewnątrz, ale oczywiście jest to możliwe. Naszym zadaniem, jest wykorzystanie szans, które daje nam obcene życie w 100%.

2. Swobodnie i lekko

Osoba, która posiada wolną energię jest w stanie wybierać sobie takie życie, które mu odpowiada. Jeżeli mamy brak energii musimy zgadzać się z wyborem wariantów, aktualnie nam dostępnych. Im więcej posiadamy energii, tym mamy więcej wyników, a proces osiągnięcia celu lżejszy. W sytuacji niepewności i ciśnienia, bardziej pewnie postępuje ten, kto posiada zapas wolnej energii. W Chinach ta energia nazywała się „chi”. Inni nazwą tę energię, energią psychiczną. Mając wystarczająco dużo energii możemy swobodnie przejść z jednej linii życia na inną oraz wybierać z mnogości wariantów rozwoju zdarzeń.

3. Graj w grę

Życie jest grą. Gdy byliśmy dziećmi, cami wybieraliśmy gry w które chcieliśmy grać. Obecnie gramy w gry, reguły do których wymyślone zostały nie przez nas. Powinniśmy na nowo zacząć grać w gry, aby osiągnąć pożądane dla nas wyniki. Powinniśmy traktować nasze działania jako grę, aby za bardzo nie nadawać zbyt dużego znaczenia naszym działaniom, co pomoże zwiększyć ich efektywność.

4. W której wszystko jest możliwe

W przestrzeni wariantów jest każda możliwość rozwoju zdarzeń. Należy świadomie udać się w świat, gdzie nasze możliwości są ograniczone jedynie naszym umysłem i chęciami. Osoba, która utożsamia siebie z jakąś rolą w jakimś stopniu traci swoją wolność. Jeżeli postrzegamy siebie jako autora własnego życia możemy użyć różnych energii, aby wybrać takie zycie, które nie jest dostępne dla zwykłej osoby.

Nie jest trudne zostać autorem własnego życia, wystarczy nauczyć się żyć „tu i teraz”.

Ciąg dalszy nastąpi…

Wczoraj ogłądałam (z pewnymi przerwami) „Co wydarzyło się w Madison Country”. Tam fotograf Robert Kingard mówi mniej więcej takie zdanie: „Nawet jeżeli jakieś moje marzenie się nie spełni, cieszę się z tego, że w ogóle je miałem”.

Bardzo trafne spostrzeżenie, daje trochę luzu człowiekowi i zdejmuje z barków poczucie niewykorzystanych szans, dni, godzin…