Ogólnie trochę zeszły mi emocje po obejrzeniu tego filmu, więc mogę coś napisać.

Zacznę od tego, że przeczytałam wśród recenzentów opinie, ze film wygładza historię, usprawiedliwia nazistów itp. Powiem, że nie wiem jak było naprawdę. Lecz przyjęłam ten film emocjonalnie, po kobiecemu i naprawdę wydał mi się bardzo smutną historię i osobiście nie zamierzam rozliczać głównej bohaterki z popełnionych prawdziwych, bądź rzekomych zbrodni. Wyglądało to trochę jak szukanie kozłów ofiarnych, bo wątpliwym faktem było, czy rzeczywiście sam sędzia (równolatek, a może nawet starszy do Hanny) nie miał nic wspólnego z SS

Kate Winslet zagrała postać piękną, zarówno ciałem, w którym zakochał się Michael jak i duszą, w której było umiłowanie literatury, czy wzruszanie się śpiewem kościelnym. Postać z jednej strony pedantyczna, co można zaobserwować w wielu scenach, jak lubiąca zaskoczenie i niespodzianki. Zresztą sama aktorka ma w sobie cos bardzo sympatycznego. Może nie powinna grać nazistki? Ale kto by wtedy nas tak bardzo wzruszył i dosłownie rozłożył na łopatki w „Lektorze”?

Co do roli męskiej rzeczywiście młody David Kross zagrał fenomenalnie i życzę długiej i owocnej kariery temu młodzieńcowi J. Jedną rzecz zauważyłam w tym filmie, która determinuje całą historię. A był nią WSTYD, wstydzi się Michael, nie ujawniając prawdy o Hannie, wstydzi się Hanna nie ujawniając prawdy o samej sobie. To właśnie uczucie zażenowania łamie bohaterom życie, prowadząc do tragicznego końca.

Reżyser Stephen Daldry w „Lektorze” bardzo umiejętnie buduje emocjonalne napięcie w widzu, które w pewnym momencie staje się nie do wytrzymania. Oglądanie tego filmu boli, jednocześnie nie jesteśmy w stanie oderwać wzroku od ekranu. Jeden z najlepszych filmów, który ostatnio widziałam, pozycja obowiązkowa.

Reklamy

Obejrzawszy ten film byłam w szoku. Mój stan psychiczny wynikał po prostu z siły i prawdziwości przekazu tego filmu. Nawet parę godzin po obejrzeniu trzymało mnie, „to coś” w środku. Przyklejony żołądek do kręgosłupa, może?

Dla mnie ten film nie miał słabych momentów. Aktorstwo głównych bohaterów Kate Winslet i Leonardo DiCaprio było zaiste genialne, koncertowe. Role drugoplanowe również nadzwyczaj dobre, chociażby Michael’a Shannon’a, który zagrał obłąkanego Johna Givings (nominacja do Oskara za najlepszą rolę drugoplanową).

Przechodząc do treści – film opisuje przeciętne amerykańskie małżeństwo, mieszkające na przedmieściach. On jest pracownikiem biurowym w dużej korporacji, ona zaś gospodynią domową, opiekującą się miłym, białym domkiem i dwójką dzieci. Problem, zaś jest w tym, że bohaterowie wcale nie chcą być przeciętni. Wręcz przeciwnie, oboje są przekonani o własnej wyjątkowości, wyższości nad błahymi sprawami życia codziennego. Główna bohaterka pani Wheeler (Kate Winslet) jest niespełnioną aktorką, Pan Wheeler też uważa się, że może dokonać w życiu czegoś więcej, aniżeli praca za biurkiem w nudnej korporacji, tyle, że sam za bardzo nie wie, co. Więc oboje wpadają na prosty i świetny pomysł, aby sprzedać dom, samochód, rzucić dotychczasowe życie i wyemigrować do Paryża, „bo tam ludzie tak naprawdę żyją, a nie egzystują z dnia na dzień”. Niestety ich plany zostają pokrzyżowane i tutaj zaczyna się dramat, który prowadzi do sytuacji bez wyjścia, istnie patowej, która kończy się…

Nie będę może zdradzać zakończenia, po obejrzeniu, którego znalazłam się właśnie w stanie owego szoku. Powiem tylko, że ten film powinien obejrzeć każdy intelektualista, czy artysta, bo problem Państwa Wheelerów dotyczy wielu z nas. Ja zobaczyłam siebie w tym filmie i pewne sprawy mojego życia wyciągnął ten film na wierzch. Dystrybutorzy reklamowali ten film:, co by było gdyby „Titanic” nie zatonął, czyżby bohaterowie żyli długo i szczęśliwie? Uważam, że takie rozumowanie jest nieco za płytkie, bo wymowa tego filmu jest dużo głębsza.

Gorąco polecam!