I stało się. Obejrzałam kolejnego Stra Treka :-D . Więc wrażenia są następujące. Dwójka niewątpliwie jest bardziej rozrywkowa i bardziej mieści się w konwencji przeciętnego amerykańskiego widowiska, w którym jest dobry i zły bohater, trochę przygody, humoru, chwile wzruszenia (śmierć Spocka, czy spotkanie Kirka z synem), ale wszystko całkiem fajnie i przyjemnie skonstruowane i nie sposób jest nudzić się. Nie ma przydługiego wstępu do akcji jak w jedynce, ale nie ma również za dużo metafizyki i egzystencjalizmu. Ciekawy jest projekt Natura, ale nie aż tak bardzo frapujący jaj osobowość Vidgera z pierwszej części.

Ogólnie większości widzom bardziej podoba się dwójka, ja nie należę w tym wypadku do większości, chociaż dwójeczka rozbudziła we mnie ciekawość na trzecią część.

Swoją drogą obejrzałam już Star Treka 3 i podobał mi się chyba najmniej. Czy nie jest to zgodne z pwszechnie panującą zasadą, że kolejny film jest coraz gorszy od poprzedniego? Nie wiem, może byłam zmęczona i trochę przesypiałam na seansie, ale „trójka” nie była w ogóle dla mnie ciekawa, co więcej, oddarta z jakiejkolwiek tajemniczości i zagadki, które były charakterystyczne dla poprzednich części. Ale muszę przynać, że w porównaniu z „jedynką” efekty specjalne rzeczywiście poszły do przodu. Podtytuł do filmu był „w poszukiwaniu Spocka”. Szkoda, jednak, że tak mało z tego Spocka pozostało, tyle co i nic z jego stoickiej logicznej filozofii.
Wiele osoób chwali czwartą część Star Treka, bo ekologiczna, a ja osobiście takie tematy lubię. Otóż obca cywilizacja szuka inteligentnych istot na Ziemi, aby nawiązać z nimi kontakt. I nawiązuje, lecz nie z ludźmi, tylko … waleniami. Może obejrzę, podzielę się wrażeniami :-D .

Advertisements