Terry Gillam jest reżyserem na wskroś niezwykłym o tyle, że fascynują go absurdy w wielu niecodziennych postaciach. Przypomnijmy chociażby serię Monty Pytona. Po świetnych i wysokobudżetowych „ Nieustraszonych braci Grimm” nakręcił coś mniejszego, lecz również wbijającego w fotel, czym jest „Kraina traw”.

Ogólnie koncepcja jest taka: każdy z nas ma własny świat (i własne zabawki ;-) ), pytaniem jest kiedy nasza wyobraźnia zaczyna być ważniejsza od rzeczywistości i dlaczego tak się dzieje? Świat jest taki, jakim my go postrzegamy, ale zdarzają się momenty, kiedy nie chcemy przyjmować świata w takiej postaci, w jakiej go widzimy. Czasem ucieczka od rzeczywistości w wyimaginowany świat fantazji jest prostą drogą do obłędu. Granica niestety jest bardzo cienka. Właśnie o tym jest ten film.

Główną bohaterką jest mała dziewczynka, która przeprowadza się z ojcem do owej „Krainy traw”. Przyczyną przeprowadzki jest śmierć matki, spowodowanej przez przedawkowanie narkotyków. Ojciec ma ten sam problem i wykorzystuje małą do preparowania strzykawek działeczkami, aby odpłynąć na „wakacje”, które nie zawsze są krótkie. ;-) . „Kraina traw” to opuszczona i zapomniana przez świat wieś, zamieszkała jedynie przez owych dziwaków. Pusta i niebezpieczna, w której niejedna tragedia może się zdarzyć.

Główna bohaterka Eliza Rose spotyka w Krainie Traw Dell – ślepą na jedno oko pszczelarkę, która szczyci się podpaleniem pasieki. Jest to zemsta, gdyż właśnie pszczoła pozbawiła ją częściowo wzroku żądląc w oko. Jej brat Dickens również ma niezłe problemy ze sobą. Jest obłąkanym epileptykiem, udający kapitana łodzi podwodnej, który marzy o upolowaniu rekina, który jest tak naprawdę, przejeżdżającym, co jakiś czas przez pustkowie pociągiem. Eliza Rose zaprzyjaźnia się z Dickensem, lecz motywy tej przyjaźnie z każdej strony są zgoła odmienne…

Ogólnie film ma masę, mrożących krew w żyłach, turpistycznych i absurdalnych zwrotów akcji. A co jest rzeczywistością, co fantazją, zależy wyłącznie od widza. Główna bohaterka zagrała wprost fenomenalnie. Film jest niezwykle plastyczny, nieco „gotycki”, jeżeli chodzi o scenografię, ma ciekawą nienachalną ścieżkę dźwiękową. Mi osobiście bardzo się podobał. A sam reżyser twierdzi, że ten film można kochać lub nienawidzić. Ale być obojętnym? To już nie bardzo.

Reklamy