Po dużym sukcesie musicalu „Moulin Rouge” Baz Luhrmann postanowił stworzyć dzieło nawiązujące do takich filmowych superprodukcji jak „Przeminęło z wiatrem”, „Pożegnanie z Afryką”, czy „Lawrence z Arabii” jednocześnie poznać korzenie kontynentu, z którego pochodzi – tytułowej „Australii”. Film w odróżnieniu od poprzednich produkcji Luhrmanna nie jest bynajmniej musicalem, chociaż Nicole Kidmann w pewnym momencie nawet zaczyna śpiewać, ale nie idzie jej to tak dobrze jak w Moulin Rouge. Najbardziej utalentowani muzyczni w filmie są Aborygeni – przybrany synek głównej bohaterki chłopiec Nullach, czy jego zupełnie „dziki” dziadek, zwany King Georgem. Wracając do określenia gatunku filmu będzie to nie lada problem – produkcja łączy elementy melodramatu, przygodowego filmu drogi, filmu wojennego, aż do komedii, gdyż elementów zabawnych jest również mnóstwo.

Film rzeczywiście został zrobiony z rozmachem. Początkowo obawiałam się wysiedzenia w kinie owych 2,5 godzin, ale minęły szybko, a historia była naprawdę ciekawa. Nie dziwi, więc fakt, że nad nią pracował nie jeden, lecz cały zespół scenarzystów. Chociaż podobno odtwórczyni głównej roli kobiecej – Nicole Kidmann przyjęła ponoć rolę bez czytania nawet scenariusza. Zarówno reżyser jak odtwórcy głównych ról: Nicole Kidmann i Hugo Jackman potraktowali ten film jako swoisty „powrót do korzeni”, gdyż wszyscy trzej są Australijczykami, co moim zdaniem filmowi wyszło na dobre, gdyż został stworzony przez pasjonatów.

Australię polecam do oglądania przede wszystkim w kinie, gdyż film jest naprawdę …piękny, zapierające dech dzikie krajobrazy Australii, piękne sceny pokazujące pędzenie dzikich koni, czy udomowionych, ale nie mniej jednak dzikich byków. Wszystko okraszone wzniosłą muzyką w stylu starych dobrych kinowych superprodukcji ubiegłego wieku. Film zgrabnie nawiązuje do dziedzictwa kinematografii, wykorzystując motyw „Czarnoksiężnika z krainy Oz”.

Narratorem w filmie jest mały Nullach, chłopiec półkrwi na połowę jest aborygenem, na połowę białym. Naprawdę naturalnie i wdzięcznie zagrał, chociaż nie jest aktorem został wybrany spośród tysiąca chłopców na castingu do filmu i musiał przejść przez specjalne szkolenie, przygotowujące do roli aktora. Chłopiec miał w sobie dużo magii i nawiązywał do magicznej kultury Aborygenów, którzy potrafią zatrzymać spojrzeniem stado byków, czy przejść przez wymarłą i pozbawioną wody krainy Nigdy Nigdy. Uczył nas również wolności, że nie możemy żadnej osoby posiadać na własność, jedynie cieszyć się z chwil spędzonych z nią.

Sądzę, że Australia ma duże szanse na uzyskania statuetki oscarowej, jeżeli nie za najlepszy film roku (profesjonalni krytycy dopatrują w filmie różne braki i minusy), to za montaż zdjęcia lub inne kategorie techniczne.

Reklamy