A teraz będzie coś na temat mojej filozofii życia. Zainspirował mnie do przemyśleń film „Sylvia” – o poetce Sylvii Plath. Film przeciętny, nie wybitny, ale nie jest taki zły. Miałam ochotę go zawsze obejrzeć, jak tylko przeczytałam recenzję w CJG „Wzborczej”. Kto słyszał o tej bohaterce wie, że jest to postać tragiczna, która popełniła samobójstwo w wieku 30 lat, nie mogąc uporać się z pogłębiającą się depresją i odizolowaniem, zostawiając 2 dzieci. Sądzę, że film nie oddaje w pełni ani osobowości, ani twórczości poetki skupiając się głównie na problemach małżeńskich Sylvii.

Ale odetnijmy się od prawdziwej Sylvii Plath rozważmy wyłącznie bohaterkę filmu. W filmie jest takie zdanie o zdradzie – poetka zastanawia się, czy zdrada jej męża była w rzeczywistości czy najpierw urodziła się w jej głowie? Otóż moim zdaniem jest to bardzo prawdopodobne. Nasilające się, uporczywe myśli materializują się w rzeczywiste zdarzenie.

Jest bardzo popularny pisarz w Rosji o imieniu Vadim Zeland, który opracował koncepcję „Transferingu rzeczywistości”. Główna tezą jest niekończąca się przestań rozwoju wariantów przyszłych wydarzeń w życiu. Poruszamy się w labiryncie rzeczywistości za pomocą siły swoich myśli. To, co myślimy w środku i jak postrzegamy rzeczywistość przyciąga do nas odpowiednie zdarzenia zewnętrzne.

Mając tę wiedzę powinniśmy nie dopuszczać do siebie myśli negatywnych, jeżeli nie chcemy, aby coś nam się złego przydarzało. Zwykle to, czego najbardziej się boimy spotyka nas. Albo i nie. Zależy od tego jak bardzo poważnie podchodzimy do swoich obaw, złych odczuć itp.

Jak z tym walczyć? Dajmy sobie trochę luzu i humoru. Wymyślmy sobie jakieś fajne przezwisko, za każdym razem jak złapiemy „doła”, np. „cierpiętnica od siedmiu boleści”, czy „królewna na ziarnku grochu”.

A jeżeli chcemy przyciągać do życia określone pozytywne wydarzenia. Myślmy o nie w ten sposób, że one już nam się przytrafiły. I przytrafią się.

That’s all 🙂

Advertisements