„Tajne przez poufne” to jeden z najbardziej „zjadliwych” filmów braci Coen, właściwie lżejszą wersją ich poprzednich dokonań. Film przyjemnie się ogląda, tak jak komedię kryminalną, sporo tam absurdalnego humoru, gagów i naprawdę można się pośmiać. Aczkolwiek nie należy w tym filmie doszukiwać się głębi, bo ową ciężko znaleźć. Jest to nasz światek przedstawiony w lekko krzywym, satyrycznym zwierciadle. Poza tym film zawiera zgrabnie opowiedzianą historyjkę i naprawdę dobrze napisany scenariusz. Aktorzy zagrali poprawnie, a postać grana przez Brada Pitta naprawdę jest głupkowata do bólu, ale tak właściwie, mało tam ludzi inteligentnych. Cóż czasem inteligencja boli, ale głupota jeszcze bardziej.
Terry Gillam jest reżyserem na wskroś niezwykłym o tyle, że fascynują go absurdy w wielu niecodziennych postaciach. Przypomnijmy chociażby serię Monty Pytona. Po świetnych i wysokobudżetowych „ Nieustraszonych braci Grimm” nakręcił coś mniejszego, lecz również wbijającego w fotel, czym jest „Kraina traw”.
Ogólnie koncepcja jest taka: każdy z nas ma własny świat (i własne zabawki ), pytaniem jest kiedy nasza wyobraźnia zaczyna być ważniejsza od rzeczywistości i dlaczego tak się dzieje? Świat jest taki, jakim my go postrzegamy, ale zdarzają się momenty, kiedy nie chcemy przyjmować świata w takiej postaci, w jakiej go widzimy. Czasem ucieczka od rzeczywistości w wyimaginowany świat fantazji jest prostą drogą do obłędu. Granica niestety jest bardzo cienka. Właśnie o tym jest ten film.
Główną bohaterką jest mała dziewczynka, która przeprowadza się z ojcem do owej „Krainy traw”. Przyczyną przeprowadzki jest śmierć matki, spowodowanej przez przedawkowanie narkotyków. Ojciec ma ten sam problem i wykorzystuje małą do preparowania strzykawek działeczkami, aby odpłynąć na „wakacje”, które nie zawsze są krótkie. . „Kraina traw” to opuszczona i zapomniana przez świat wieś, zamieszkała jedynie przez owych dziwaków. Pusta i niebezpieczna, w której niejedna tragedia może się zdarzyć.
Główna bohaterka Eliza Rose spotyka w Krainie Traw Dell – ślepą na jedno oko pszczelarkę, która szczyci się podpaleniem pasieki. Jest to zemsta, gdyż właśnie pszczoła pozbawiła ją częściowo wzroku żądląc w oko. Jej brat Dickens również ma niezłe problemy ze sobą. Jest obłąkanym epileptykiem, udający kapitana łodzi podwodnej, który marzy o upolowaniu rekina, który jest tak naprawdę, przejeżdżającym, co jakiś czas przez pustkowie pociągiem. Eliza Rose zaprzyjaźnia się z Dickensem, lecz motywy tej przyjaźnie z każdej strony są zgoła odmienne…
Ogólnie film ma masę, mrożących krew w żyłach, turpistycznych i absurdalnych zwrotów akcji. A co jest rzeczywistością, co fantazją, zależy wyłącznie od widza. Główna bohaterka zagrała wprost fenomenalnie. Film jest niezwykle plastyczny, nieco „gotycki”, jeżeli chodzi o scenografię, ma ciekawą nienachalną ścieżkę dźwiękową. Mi osobiście bardzo się podobał. A sam reżyser twierdzi, że ten film można kochać lub nienawidzić. Ale być obojętnym? To już nie bardzo.
Ogólnie trochę zeszły mi emocje po obejrzeniu tego filmu, więc mogę coś napisać.
Zacznę od tego, że przeczytałam wśród recenzentów opinie, ze film wygładza historię, usprawiedliwia nazistów itp. Powiem, że nie wiem jak było naprawdę. Lecz przyjęłam ten film emocjonalnie, po kobiecemu i naprawdę wydał mi się bardzo smutną historię i osobiście nie zamierzam rozliczać głównej bohaterki z popełnionych prawdziwych, bądź rzekomych zbrodni. Wyglądało to trochę jak szukanie kozłów ofiarnych, bo wątpliwym faktem było, czy rzeczywiście sam sędzia (równolatek, a może nawet starszy do Hanny) nie miał nic wspólnego z SS
Kate Winslet zagrała postać piękną, zarówno ciałem, w którym zakochał się Michael jak i duszą, w której było umiłowanie literatury, czy wzruszanie się śpiewem kościelnym. Postać z jednej strony pedantyczna, co można zaobserwować w wielu scenach, jak lubiąca zaskoczenie i niespodzianki. Zresztą sama aktorka ma w sobie cos bardzo sympatycznego. Może nie powinna grać nazistki? Ale kto by wtedy nas tak bardzo wzruszył i dosłownie rozłożył na łopatki w „Lektorze”?
Co do roli męskiej rzeczywiście młody David Kross zagrał fenomenalnie i życzę długiej i owocnej kariery temu młodzieńcowi J. Jedną rzecz zauważyłam w tym filmie, która determinuje całą historię. A był nią WSTYD, wstydzi się Michael, nie ujawniając prawdy o Hannie, wstydzi się Hanna nie ujawniając prawdy o samej sobie. To właśnie uczucie zażenowania łamie bohaterom życie, prowadząc do tragicznego końca.
Reżyser Stephen Daldry w „Lektorze” bardzo umiejętnie buduje emocjonalne napięcie w widzu, które w pewnym momencie staje się nie do wytrzymania. Oglądanie tego filmu boli, jednocześnie nie jesteśmy w stanie oderwać wzroku od ekranu. Jeden z najlepszych filmów, który ostatnio widziałam, pozycja obowiązkowa.
Po obejrzeniu „Oszukanej” zabrałam się za film o podobnej tematyce pt. „Gdzie jesteś Amando”, reżyserii Bena Afflecka. Słyszałam, że jest dobry, ba, nawet jeden z najlepszych w roku 2008 wg podsumowania Filmwebu. Cóż, nie rozczarowałam się, podobał mi nawet bardziej od „Oszukanej”, chociaż to zupełnie odmienny film.
Film jest ciekawy i przedstawia „prawdziwą” brudną Amerykę – ludzi z nadwagą, nałogami, problemami itp. Historia poprowadzona sprawnie i wszystko okazuje się nie takie, jak być powinno. W pewnych momentach fabuła nas niemiłosiernie zaskakuje.
No i pojawia się na końcu pewien dylemat, a właściwie dwa: ja postąpić i które wyjście jest dla Amandy najlepsze oraz czy samosąd na przestępcy jest moralnie poprawny.
Film dyskusyjny i po obejrzeniu zmusza do zastanowienia się nad naszą rzeczywistością, prawem moralnym a prawem spisanym w grubych kodeksach.
Obejrzałam “Oszukaną” i muszę przyznać, że film jest bardzo dobry. Po pierwsze bardzo dobrze i dokadnie zostały odwzrowane lata 20, dbalość o szczegóły historyczne jest imponująca. Stare samochody, tramwaje, wnętrza, ubiory bohaterów. Bardzo ciekawie zrobili miejsce pracy telefonistek i …szpital psychiatryczny.
Film został sprawnie zrealizowany a historia naprawdę ciekawa i bardzo szybko wciąga. Nie jest za bardzo sentymentalna, wręcz przeciwnie została opowiedziana bardzo powściągliwie. “Oszukana” dotyka bardzo powaznego tematu i wielkiej zbrodni. Ogólnie zauważyłam, że Eastwood lubi “cięzkie” poważne tamaty, chociażby w “Za wszelką cenę”.
Co do gry aktorskiej Jolie jest OK. Troszkę biło od niej pewnym chłodem. Może to przemęcznie od bycia osobą superpubliczną? Jej emocje były kontrolowane, i ta pewna powściągliwość. A może to moje prywatne wrażenie?
A na koniec pozostał taki niedosyt…pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się?
Obejrzawszy ten film byłam w szoku. Mój stan psychiczny wynikał po prostu z siły i prawdziwości przekazu tego filmu. Nawet parę godzin po obejrzeniu trzymało mnie, „to coś” w środku. Przyklejony żołądek do kręgosłupa, może?
Dla mnie ten film nie miał słabych momentów. Aktorstwo głównych bohaterów Kate Winslet i Leonardo DiCaprio było zaiste genialne, koncertowe. Role drugoplanowe również nadzwyczaj dobre, chociażby Michael’a Shannon’a, który zagrał obłąkanego Johna Givings (nominacja do Oskara za najlepszą rolę drugoplanową).
Przechodząc do treści – film opisuje przeciętne amerykańskie małżeństwo, mieszkające na przedmieściach. On jest pracownikiem biurowym w dużej korporacji, ona zaś gospodynią domową, opiekującą się miłym, białym domkiem i dwójką dzieci. Problem, zaś jest w tym, że bohaterowie wcale nie chcą być przeciętni. Wręcz przeciwnie, oboje są przekonani o własnej wyjątkowości, wyższości nad błahymi sprawami życia codziennego. Główna bohaterka pani Wheeler (Kate Winslet) jest niespełnioną aktorką, Pan Wheeler też uważa się, że może dokonać w życiu czegoś więcej, aniżeli praca za biurkiem w nudnej korporacji, tyle, że sam za bardzo nie wie, co. Więc oboje wpadają na prosty i świetny pomysł, aby sprzedać dom, samochód, rzucić dotychczasowe życie i wyemigrować do Paryża, „bo tam ludzie tak naprawdę żyją, a nie egzystują z dnia na dzień”. Niestety ich plany zostają pokrzyżowane i tutaj zaczyna się dramat, który prowadzi do sytuacji bez wyjścia, istnie patowej, która kończy się…
Nie będę może zdradzać zakończenia, po obejrzeniu, którego znalazłam się właśnie w stanie owego szoku. Powiem tylko, że ten film powinien obejrzeć każdy intelektualista, czy artysta, bo problem Państwa Wheelerów dotyczy wielu z nas. Ja zobaczyłam siebie w tym filmie i pewne sprawy mojego życia wyciągnął ten film na wierzch. Dystrybutorzy reklamowali ten film:, co by było gdyby „Titanic” nie zatonął, czyżby bohaterowie żyli długo i szczęśliwie? Uważam, że takie rozumowanie jest nieco za płytkie, bo wymowa tego filmu jest dużo głębsza.
Na początku byłam trochę niechętnie nastawiona do tego filmu: ot kolejny kryminał, typowy film dla chłopców, ale im dłużej oglądałam tym bardziej wciągała mi historia o gangsterach i ściągających ich policjantach. Niewątpliwym atutem filmu są wspaniałe role “dinozaurów” kina Al Pacina i Roberto De Niro. Pojawiają się razem tylko we dwóch scenach, ale tak szczególnie zagranych, że na trwale one wpisały się w historię kina. Neil i Vincent są po przeciwnej stronie barykady, ale wiele ich łączy, co więcej odczuwają do siebie coś co można nazwać sympatią. Oboje tak samo są świetni w tym, co robią zarówno jako aktorzy, jako i grani przez nich postacie filmowe.
Druga sprawa wspaniałe zdjęcia L.A. (chcociaż prawdziwa historia na której został oparty scenariusz filmu dzieje się w Chicago). Neil ma tak zapierający dech z piersi widok z okna, że nic tylko kręcić romantyczne sceny na jego tle. (ale o tym ciut później). Dopracowane zdjęcia i montaż, o czym świadczy chociażby ujęcia pokazujące naprawdę niezłą strzelaninę podczas napadu na bank (“Wanted” przy tym się chowa), do tego dodajmy klimatyczną muzykę i świetny scenariusz. Dopracowany w szczegółach, rozbudowany, soczysty.
W filmie nie ma złych zagranych rol, nawet drugoplanowych, gdzie bardzo ważną rolę ogrywają kobiety, które kochają , cierpią, wkurzają się na swoich mężczyzn. Dzięki właśnie nim bardzo dobrze jest oddany tragizm głównych bohaterów, brak życia osobistego…
“Gorączka” dla mnie to prawdziwa klasyka kryminału gangsterskiego. Polecam wszystkim, kto jeszcze nie widział, a kto już widział, sądzę, że taki film można konsumować i delektować się nim wiele razy. Moja ocena: 5.
Filmy w grudniu ogłada się szczególnie przyjemnie – długie zimowe wieczory, ciemno i zimno za oknem. A w domku palą się ciepłe świece i zimne niefiltrowane piwo o smaku miodowym…
A więc:
Na fali – ocena 4
Przyjemna animacja, raczej dla nastolatków, niż dla zupełnie małych dzieci. Wyróżnia się tym, że została zrobiona w formie reportażu telewizyjnego, co sprawiło, że historia ma wiele smaczków i gagów. Świetny był kurczak, którego tubylcze pingwiny wsadzili do gorącej wody, aż poczuł “zapach rosołu”.
Wyjątkowo dobrze została zaanimowana woda i nadchodzące fale. Przyjemna historia na zimowe popołudnie. Ach, ten widok Hawajów…
Zaklęta w sokoła – ocena 4
Romantyczna opowieść fantasy o dwóch kochankach, które klątwą biskupa zostały rozłączeni – ona w dzień jest zaklęta w sokoła i zmienia się w kobietę jedynie nocą. Ona w dzień jest odważnym rycerzem, natomiast w nocy staje się groźnym wilkiem. Film całkiem dobrze się ogłada, chociaż nie ma w nim latających smoków, czy innych efektów specjalnych. Klimatyczna opowieść, dziejąca się w lasach, starych zamkach i klasztorach.
Poza tym spojrzenia głównych aktorów nadzwyczaj wyraziste…
Nieustraszeni bracia Grimm – ocena 4
Film ten pamiętam oglądałam w kinie i wyszłam zachwycona. Ostatnio był w telewizji i juz mniej mi się podobał. Może dlatego, że w kinie każdy film (prawie) dobrze się ogląda, czy chodziło o głos lektora, który zagłuszał muzykę i dżwięki, czy może o świeżość historii? Nie wiem. Główne role zagrali dobry jak zawsze Matt Damon oraz nieżyjący już Heather Ledger. Film reżyserował, znany z absurdalnych powieści Monty Pytona Terry Gilliam, nawiązuje on do stylistyki Tima Burtona – mroczna złowieszcza przyroda, upiory, robaki, absurdalny czarny humor. Prawdziwe makabryczne wrażenie zrobił piernikowy ludzik który wchłonął w siebie wiejską dziewczynkę Sashę. Ogólnie film jest nie zły, ale mógłby być jeszcze lepszy.
Wilbur chce się zabić – ocena 5
Lubię takie filmy gdyż są niejednoznaczne i zmuszają do dyskusji. W tym wypadku główny bohater wcale nie jest sympatyczny, prowadzi jałową egzystencję, którą chce uporczywie skończyć. Ma starszego brata, człowieka szlachetnego, z pasją prowadzącą antykwariat, odziedziczony po ojcu, który kocha i opiekuje się Wilburem, ratując go przed kolejnymi próbami samobójczymi. Niestety starszy brat będący wartościowym człowiekiem, niedługo po ślubie z ukochaną kobietą zapada na nieuleczalną chorobę, która w konsekwencji doprowadzi go do śmierci. Nieuleczalna choroba nie będzie przeszkodą w rozwijającym się romansie pomiędzy zoną Harboura a Wilburem.
Czemu Wilbur chce się zabić? Według mnie z nudów, braku obowiązków, zainteresowań, miłości itp. Starszy brat wraz ze śmiercią przekazał mu je w spadku. Umarł, aby Wilbur mógł żyć.
Tajemnica Syriusza – ocena 5
Właściwie prawdziwy tytuł tego filmu powinien brzmieć “wszeszczoty”, czy “krzykacze”. W jerzyku polskim tytuł został mentalnie uproszczony. Daję piątkę za niesamowity klimat, mroczny, klausrtofobiczny, pełen niespodzianek. Film powstał na podstawie opowiadania Philipa K. Dicka i jest uważany jako drugi najlepszych adaptacji filmowych twórczości K.Dicka po Blade Runnerze, ale znawcy opowiadania mówią, że prawdziwa historia jest jeszcze ciekawsza.
Eh, trzeba wrócić do Dicka…
Dżungla – ocena 4
Historia produkcji Walta Disneya, podobna jak kropla wody do Madagaskara Dreamworksa. Mieszanka humoru, gagów, przyjaźni i wzruszeń. Animacyjnie bardziej staranie dopracowana niż Madagaskar, chociaż uważana przez wiele osób za produkcję wtórną i naśladowczą.
Mile się ogłada i jest naprawdę śmieszna. Polecam sceny z gołębiem lub hipopotamem, broniącą własna dziecię .
Tupot małych stóp – ocena 5
Obsypany nagrodami, w tym również oscarem za najlepszy animowany film długometrażowy. Dużo lepszy, niż wspomniany wcześniej film, również o pingwinach o tytule “Surf up”. Myśłałam na początku, że będzie to typowa bajka, jakich jest wiele w ostatnich czasach, natomiast zaskoczył mnie niesamowitą dbałością o szczegóły wykonania oraz poważne potraktowanie tematu ekologii.
Poza tym nie widziałam jeszcze animacji w formie musicalu. Choreografia również była zaprojektowana świetnie.
Gdzie jest Nemo – ocena 5
Ta bajka zawsze mi się podobała odkąd obejrzałam po raz pierwszy, a było to…w 2003 roku. Świetny humor, pomimo upływu lat jest nadal bardzo śmieszna. Pięknie jest przestawione życie w oceanie – twórcy korzystali z konsultacji naukowców-specjalistów oceanologów i echatologów. Zabawne postacie rekinów, pelikanów, żółwi morskich…
Oscar za najlepszy długometrażowy film animowany.
Gremliny 2 – ocena 3
Nie widziałam uwielbianej przez wiele osób jedynki, ale Grmeliny2 są dobrą rozrywką na wieczór, w którym bardzo nam się nudzi nic więcej. Najście upiornych śmiesznych ludzików na budynek korporacji jest “tylko” zabawne. Chyba najbardziej lubią ten film widzowie, oglądające Gremlinów jeszcze w dzieciństwie. Teraz chwałą sobie ten film ze względów sentymentalnych. Trochę starsi, do których (niestety!) zaliczam się już nie czują tej magii i bajki (przy dzisiejszej mnogości filmów i efektach komputerowych!). Już maskotki z Gimzo nie są modne .
40-letni prawiczek – ocena 2
Raczej słabiutki film. Pomysł na komedię zawierał w sobie ogromny potencjał i naprawdę można byłoby zrobić świetny film z wieloma zabawnymi sytuacjami i gagami. Twórcy jednak wg mnie poszli po najmniejszej linii oporu, fundując humor ordynarny, prawie gastryczny. Jedynie, co film broni to rola Steve’a Carella, który świetnym komikiem jest, co pokazał, chociażby w Ewanie Wszechmogącym, który był naprawdę bardzo śmieszny oraz końcowy radosny hipisowki taniec, który chyba był najlepszą sceną w tym filmie.
Rybka zwana Wandą – ocena 4,5
Tutaj juz mamy do czynienia z prawdziwą komedia, która ma wszellkie jej cechy. Film jest naprawdę prawdziwą rozrywką , zawierajacy elementy kryminału, wątek miłosny, swietną gre aktorską, prawdziwie angielski humor, szybko i zgrabnie toczącą się akcję, no i oczywiscie efektowny happy end.
Jeden z najlepszych scenariuszy komediowych, szczególnie przypadł mi do gustu wątek z pieskami starszej pani oraz nieszczęśliwego małżeństwa głównego bohatera.
Azyl – ocena 4
Film jest naprawdę świetnym thrillerem, który trzyma w napięciu, aż do konca seansu, lecz znając wcześniejsze produkcje rezyserii Davida Finchera, takie jak Podziemny Krąg, Gra, Siedem, czy nawet Obcy 3, po filmie mozna byłoby się spodziewać znacznie więcej. Pomysł na Panic Room jest naprawdę ciekawy, tak samo jak prowadzenie akcji i nie sposób na filmie się nudzić. Zabrakło zagadki, typowej dla filmów Finchera, zaskakujacego genialnego zakonczenia, jakie miały miejsca w jego poprzednich filmach.
Wigilijny Show – ocena 4,5
Przyjemny film w sam raz na przedświateczny wieczór. Dobre, ciepłe, rodzinne, wzruszające i trochę naiwne kino z elementami komedii. Film o tym, że należy byc dobrym i chojnym pomagać słabszym i nie myslec wycznie o sobie, bo mozna pozostać samotnym i nieszczęśliwym. Film w zgrabny sposób wykorzystuje elementy “Opowiesci Wigilijnej” Charlsa Dickensa, chcoiaż rozgrywa się w korporacyjnej współczesności i epoce wszechobecnej telewizji.
Władca pierścieni. Druzyna Pierścienia i Władca Pierścieni. Dwie Wieże – ocena 5
W Święta miałam okazję ogładać wersje rezyserskie dwóch wspaniałych ekranizacji prozy Tolkiena Władcę Pierścienia. Co przeniosło mnie na długie godziny w basniowe krainy swiatu fantasy. Dbalość o każdy szczegół w tych filmach jest po prostu zdumiewająca, a piekno obrazu i dźwięku na prawdę cieszą duszę. Sądzę, że cała trylogia na trawle zaogości w dzieidzctwie kinematografii a na koniec trochę muzyki z filmów.
Wszystko za życie – ocena 5
Film powstał na faktach autentycznych i opowiada o Christopher McCandless, który po ukonczeniu colledge’u z wyróżnieniem oddaje wszsytkie swoje oszczędności na cele charytatywne, niszczy dokumenty tożsamoscia, katry kredytowe, porzuca na drodze samochód i wyrusza z plecakiem w nieznane. Wędrówka zajmuje uciekinierowi 2 lata, kiedy bez środków do życia i całym dobytkiem schowanym w plecaku przymierza autostopem, kajakiem, towarowym pociągiem Stany Zjednoczone, zachaczając nawet o Meksyk. Jego ostateczny cel to Alaska, dosłownie i w prznośni, gdyż wędrówka bohatera konczy się jego śmiercią.
Film wydawałoby się jest dość długi na taką prostą historię, lecz opowiedziany naprawdę ciekawie. Bohater po drodze spotyka wielu dobrych ludzi, które stają się jego przyjaciółmi, lecz on tak naprawdę nie potrzebuje wcale ludzi, co więcej odnosimy wrażenie, że ma ich gdzieś. Jego serce pcha go dalej od zepsutej cywilizacji w dzicz, głusz Alaski. Wzorując się na bohaterach opowiadań Jacka Londona chłopak próbuje mieszkać w ekstremalnych warunkach polując na dziką zwierzynę, z atlasem jadalnych i niejadalnych roslin w ręku szuka pozywienia. Niestety jego swoisty egoizm gubi jego samego doprawadzając do śmierci.
Wędrówka Alexa Supertrampa (takie imię przybiera nasz bohater) jest naprawdę ciekawa, mozna nawet powiedzieć, że chłopak czuje się wolny i szczęśliwy, lecz kuszenie losu nie wychodzi na dobre a natura dopomina się o nalezyty jej szacunek.
Film posiada fajne zdjęcia, ciekawą ścieżke muzyczną oraz oczywiście zmusza do refleksji, a takie filmy lubię najbardziej
Po dużym sukcesie musicalu „Moulin Rouge” Baz Luhrmann postanowił stworzyć dzieło nawiązujące do takich filmowych superprodukcji jak „Przeminęło z wiatrem”, „Pożegnanie z Afryką”, czy „Lawrence z Arabii” jednocześnie poznać korzenie kontynentu, z którego pochodzi – tytułowej „Australii”. Film w odróżnieniu od poprzednich produkcji Luhrmanna nie jest bynajmniej musicalem, chociaż Nicole Kidmann w pewnym momencie nawet zaczyna śpiewać, ale nie idzie jej to tak dobrze jak w Moulin Rouge. Najbardziej utalentowani muzyczni w filmie są Aborygeni – przybrany synek głównej bohaterki chłopiec Nullach, czy jego zupełnie „dziki” dziadek, zwany King Georgem. Wracając do określenia gatunku filmu będzie to nie lada problem – produkcja łączy elementy melodramatu, przygodowego filmu drogi, filmu wojennego, aż do komedii, gdyż elementów zabawnych jest również mnóstwo.
Film rzeczywiście został zrobiony z rozmachem. Początkowo obawiałam się wysiedzenia w kinie owych 2,5 godzin, ale minęły szybko, a historia była naprawdę ciekawa. Nie dziwi, więc fakt, że nad nią pracował nie jeden, lecz cały zespół scenarzystów. Chociaż podobno odtwórczyni głównej roli kobiecej – Nicole Kidmann przyjęła ponoć rolę bez czytania nawet scenariusza. Zarówno reżyser jak odtwórcy głównych ról: Nicole Kidmann i Hugo Jackman potraktowali ten film jako swoisty „powrót do korzeni”, gdyż wszyscy trzej są Australijczykami, co moim zdaniem filmowi wyszło na dobre, gdyż został stworzony przez pasjonatów.
Australię polecam do oglądania przede wszystkim w kinie, gdyż film jest naprawdę …piękny, zapierające dech dzikie krajobrazy Australii, piękne sceny pokazujące pędzenie dzikich koni, czy udomowionych, ale nie mniej jednak dzikich byków. Wszystko okraszone wzniosłą muzyką w stylu starych dobrych kinowych superprodukcji ubiegłego wieku. Film zgrabnie nawiązuje do dziedzictwa kinematografii, wykorzystując motyw „Czarnoksiężnika z krainy Oz”.
Narratorem w filmie jest mały Nullach, chłopiec półkrwi na połowę jest aborygenem, na połowę białym. Naprawdę naturalnie i wdzięcznie zagrał, chociaż nie jest aktorem został wybrany spośród tysiąca chłopców na castingu do filmu i musiał przejść przez specjalne szkolenie, przygotowujące do roli aktora. Chłopiec miał w sobie dużo magii i nawiązywał do magicznej kultury Aborygenów, którzy potrafią zatrzymać spojrzeniem stado byków, czy przejść przez wymarłą i pozbawioną wody krainy Nigdy Nigdy. Uczył nas również wolności, że nie możemy żadnej osoby posiadać na własność, jedynie cieszyć się z chwil spędzonych z nią.
Sądzę, że Australia ma duże szanse na uzyskania statuetki oscarowej, jeżeli nie za najlepszy film roku (profesjonalni krytycy dopatrują w filmie różne braki i minusy), to za montaż zdjęcia lub inne kategorie techniczne.
Jak w zeszłych miesiącach w tym poście umieszczam filmy, które oglądam na bieżąco. Pomysł wziął się z chęci oceniania filmów, jak to robią recenzenci w postaci gwiazdek, krzyżyków, kółeczek, oczek itp. Kiedyś myślałam o prowadzeniu zeszytu, czy pliku *.xls z ocenami i wrażeniami, ale blog fajnie nadaje się do tego zadania.
Nie lubię filmów wojennych, tym bardziej dramatów wojennych, ale ten film naprawdę jest dobry. Uznawany za klasykę gatunku. Bardzo podobał mi się początek tego filmu i rozwój zdarzeń gdzieś do połowy. Później wszytko było przewidywalne. Większość dzielnych żołnierzy-więźniów zginęła, a rozwój zdarzeń dało się przewidzieć, więc siedziałam i czekałam na koniec ostatniej akcji i filmu.
Ale aktorstwo najwyższych lotów – polecam!
Quantum of Solace – ocena 4,5
Tym razem będzie o jednej z najbardziej oczekiwanych premier tego roku drugiej części trylogii przygód młodego Bonda w wykonaniu Davida Craiga. Lubię tego aktora, chociaż w filmie był najbardziej zimny i bezwzględny jak tylko może być, co świadczy o tym na przykład wyrzucenie martwego byłego agenta Mathisa na śmietnik tuż po śmierci w ramionach Bonda.
Technicznie film został zrobiony po mistrzowsku, świetne prowadzenie kamery, dużo efektownych akcji, pościgów, wybuchów, strzelanin, jak to w dobrych filmie akcji. Bond rzeczywiście cały czas musi uciekać lub zmagać się z nieprzyjacielami. W tym sensie rzeczywiście, co zarzucają mu niektórzy krytycy upodabnia się do Bourna. Co więcej jest agentem nieposłusznym i mającym gdzieś zmartwienia swej przełożonej M.
Czego w filmie zabrakło? Według mnie dobrego scenariusza. Pamiętam, gdy obejrzałam po raz pierwszy “Casino Royale” wyszłam z kina zachwycona. “Wow” – pomyślałam, “Naprawdę był to dobry film”. Tutaj scenariusz był chwilami nudnawy. Wątki tajnego zgrupowania ekologicznych terrorystów i reżymu Boliwii zostały tylko lekko muśnięte. Może kontynuacja będzie w następnej części? Nie wiem, czas pokaże. Pojawiły się między czasie 2 “kobiety” Bonda – Kurylenko i Arterton, ale żadna z nich nie była zjawiskowa. Raczej przeciętne dziewczyny, chociaż serii Bonda słynie z ładnych, inteligentnych i niekiedy drapieżnych kobiet.
Plusem filmu jest klimat: ciekawe miejsca, pustynia, niepokojąca melancholijna, z gorzkawą nutą muzyka. Czuć jakiś wewnętrzny ból Bonda, skrywany pod maską chłodu i obojętności. Podsumowując nie jest to film zły, ale mógłby być jeszcze lepszy. Więc z niecierpliwością czekam na kolejną część. A tym razem proponuję obejrzeć zwiastun:
Skarb narodów – ocena 3,5
Dobry film rozrywkowy na wolne popołudnie. Trochę humoru, trochę akcji, trochę fantastyki. Nie jest może to film najwyższych lotów, ale plus taki, że młodych odbiorców może zainteresować np. historią lub archeologią.
Jest produkcji, Walta Disneya więc może go oglądać z powodzeniem cała rodzina. Brak w tym filmie przemocy, seksu itp, za to są wątki patriotyczne, trochę pościgów i historii.
Obsesja – ocena 4.
Jack Nicholson świetnie gra ludzi psychopatycznych, szaleńców lub też ludzi mających problemy ze sobą. W Obsesji potwierdził swą klasę. Polecam z nim “Lot nad Kukułczym Gniazdem, “Lśnienie”. Jego rola Jokera w Barmanach uważam, że przewyższa wychwalanego ostatnio Heatha Ledgera.
Sam film był też dobry, ładne zdjęcia, nastrojowa muzyka i klimat. Ważne pytania o życie i o śmierć. Polecam!
Indiana Jones i Ostatnia Krucjata – ocena 6
Uważam ten film za najlepszą część serii o Indianie Jonesie. Majstersztyk, jeżeli chodzi o kino przygodowe. Zresztą Harrison Ford z Seanem Connery utworzyli ponadczasowy duet. Podobała mi się ta historia, nawiązująca do legendy o kielichu św. Graala, a jak zobaczyłam na koniec średniowiecznego rycerza, aż ciarki przeszły mi po plecach.
Złoty kompas – ocena 5,5
Wspaniałe bajkowe dzieło fantasy, a jednocześnie chyba najbardziej niedoceniany film zeszłego roku, który zbojkotowały środowiska katolickie. Film jest przepiękny, obsypany nagrodami za scenografię, kostiumy, efekty specjalnie (w tym w pełni zasłużony Oscar). Najlepiej oglądać w kinie, gdzie można na 2 godziny zanurzyć się w bajkowy świat równoległy – jeden z nieskończenie wiele światów istniejących we wszechświecie. Cieszy mnie fakt, że film wreszcie się ukazał na DVD i który już posiadam w swojej kolekcji.
Film spodobał mi się do tego stopnia, że chętnie zwróciłam się do trylogii Philipa Pulmana pt. “Mroczne Materie”:
Książki na długie godziny mogą zabrać do innych światów, są mroczniejsze i mają bardziej antykatolickie charakter, niż film (czasem aż do przesady). Jest to co prawda literatura dla dzieci, ale dorośli wielbicieli fantasy z pewnością je docenią.
Wracając do filmu wyczekuję następnych części.
Hannibal po drugiej stronie maski – ocena 3,5
Może nie powinnam oceniać tego filmu, bo nie jestem wielbicielką gatunku, ale ten film pomimo licznych wad nie był taki zły. Miał ciekawy początek, był ładnie sfotografowany (widać, że reżyser Peter Webber wcześniej nakręcił takie plastyczne arcydzieło jak “Dziewczyna z Perłą”), ładny soundtrack.
Ogólnie nie nudziłam się i nie wyczekiwałam końca, ale na “Milczeniu owiec” musze przyznać nudziałam się jeszcze mniej, a to jest lepsza kontynuacja tej samej bajki.
Mała Moskwa – ocena 5,5
Jeden z lepszych polskich filmów ostatnich lat, chociaż grany w większości przez rosyjskich aktorów. Jakiś czas temu widziałam konkurs na scenariusz na film o tematyce zbliżenia dwóch kultur polskiej i rosyjskiej i właśnie jest to owoc tego konkursu. Fabuła filmu dzieje się w 1968 roku i widz na 2 godziny zostaje przenesiony w tamte czasy, dbalość o detale historyczne jest godna podziwu. Sama historia jest ciekawa, wzruszająca, ma wiele niezapomnanych momentów, np. otwierająca film scena występu głównej bohateki Wiery, scena jak wychodzi ze szpitala z nowonarodzonym nieślubnym dzieckiem i czeka na nią przebity, ale nadal kochający mąż, który mówi: “Nie wiem, czy dałaś imię swojemu dziecku, ale gdyby to zależało ode mnie to chciałbym Wiera, zawsze, tylko Wiera”. Bardo mocna była też scena jak Michał wyskakuje z okna oraz scena potajemnego chrztu katolickiego ormiańskiego dziecka.
Film dobrze oddane charaktery narodowe zarówno Rosjan jak i Polaków, jest wyjaśnienie dlaczego Rosjanie lubią czytać grube książki a Polacy kombinować.
Poza tym film cechuje ładna muzyka, klimatyczne zdjęcia Legnicy, aktorstwo najwyższych lotów. Polecam! A na koniec tytułowa piosenka polsko-rosyjska Ewy Demarczuk w wykonaniu Svetlany Khodchenkovej:
Kung Fu Panda – ocena 3,5
Lubię bajki, ale myśłałam, że ten film mógłby być lepszy. Owszem był śmieszny, ale jednak bardzo przewidywalny. Do kin Kung Fu Panda weszła mniej więcej w tym samym czasie, co animacja Disneya Wall-E. Zauważyłam jak ludzie podzielili się na 2 obozy: zwolenników Kung Fu Pandy i zwoleników Wall-ego. Ja osobiście należę do tych drugich. Słyszłam, że Wall-E startuje do nominacji na Oscara za najlpeszy film roku, nie dziwi mnie to film naprawdę epokowy.
Wracając natomiast do Kung Fu Pandy, denerwowały mi nastepujące rzeczy: 1. Ogłądałam bajkę z polskim dubblingiem, i nie podobała mi się maniera wysławiania się misia, podobna do żargonu dresów. 2. Rzecz miś strasznie dostał w kość i ciągłe był potłuczony, co miało być śmieszne, ale u wrażliwszych ludzi mogło wywołać ból całego ciała, poza tym bajka chyba była skierowana do dzieci…3. Żółw-mędrzec za bardzo przypominał mi….. Yodę ze Star Wars.
Horton słyszy Ktosia – ocena 5.5
Ta bajka moim zdaniem ma 1 jedyną wadę: otóż jest za krótka. To jest opowieść przenikania się dwóch światów: mikro i makro. Na początku muszę powiedzieć, że ujęła mnie niezwykłość obu dwóch światów: niezwykłe zabawne nieco “prsychodeliczne” zwierzęta i rośliny w dżungli, a świat “ktosiów” to w ogółe bajka – zaskakujące wynalzki, budowle, urządzenia, asymetryczne meble…Chiałbo by się w tym świecie pobyć jak najdłużej…Natomiast, co do głównego bohatera – słonia, jest on naprawdę śmieszny, chociaż by scena przechodzenia przez most powieszony nad przepaścią. Serce ściskało, jak szukał swojego pyłku z Ktosiami posród pola innych podobnych do siebie. Film ma głębokie przeslanie filozoficzne, jednocześnie proste, które może zrozumieć nawet małe dziecko: że być może też jesteśmy pyłkiem, w dużo większym wszechcświece. Jednak jest tam ktoś, kto o nas się zatroszczy. Film idelany nawet dla najmniejszych dzieci, gdyż nawet zło w postaci kangurzycy i jastrzębia żałuje za swoje przewinienia i tak naprawdę staje się dobra…
Opowieść podręcznej – ocena 4
Wizja przyszłości w której tylko nieliczne kobiety moga rodzić dzieci. Dość aktualna i przerażająca dla ludzkosci. Są one wykorzystywane jako “podręczne” – kobiety, które rodzą dzieci dla bezdzietnych bogatych rodzin. Świat jest przedstawiony na wyraz konserwatywny i religijny (film miał byc krytyką dla patii republikańsakiej w Stanach Zjednoczonych). Wizja może straszna, ale własnie przez swoją “rozwiązłość” to liberałowi zawinili obecnej sytuacji.
Film o tyle jest fajny, że zmusza do dyskusji. Poza tym całkiem ciekawa historia…
Diabelskie nasienie – ocena 4,5
Jak na film science fiction z 1977 roku naprawdę dobrze się trzyma i jest ciekawy. Raczej thriller, niz horror jeżeli chodzi o gatunek. Głównym bohaterem jest superintiligentny komputer Proteusz, który odmawia między innymi zrobienie schemtatu wydobycia surowców z dnia oceanu, uważając to za nie logiczne postepowanie ludzi. Pewnego dnia stwierdza, że chce być człowiekiem i pragnie “niesmertelnosci”. Dlatego próbuje zapłodnić (jak się okazało z powodzeniem) żonę swojego stwórcy. Film ma zaskakującą koncówkę i zmusza do wielu pytań o istaę człowieczeństwa, logiczność ludzkich postepowań, nieśmertelność itp.