Dzisiaj Wam opowiem o jednym z „ambitnych” (właśnie w cudzysłowie!) filmów, oglądanie którego jest stratą czasu. Otóż jest to nagradzany na uznanych festiwalach film „33 sceny z życia”. Nie wiem, co ten film miał pokazać, sądzę, że reżyserka chciała opowiedzieć o codziennym życiu w rodzinie. Oczywiście są rodziny toksyczne, w których k*rwa i h*j są na porządku dziennym…Lecz film opowiada o rodzinie artystów, uznanych, mieszkającym w ładnym domu – pisarzy, plastyków, muzyków, więc chyba ludzi na pewnym poziomie… Infantylizm ich problemów mnie po prostu przerósł. A ich podejście do śmierci, bo właśnie o radzeniu sobie ze śmiercią bliskich nam osób jest ten film – żenujące i niepoważne. Reżyserka postawiła na dowcipność, która kojarzy się z debilizmem w czystej postaci.
Dla mnie cała historia opisana właśnie w owych 33 scenach nie ma nic wspólnego odwzorowaniem rzeczywistości. Jest wyssana z palca, jej zadaniem jest szokować widzów i wzbudzać niesmak.
A ponoć tak dużo dobrych scenariuszy marnuje się w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej…
W porównaniu chociażby z „Sennością” Magdaleny Piekorz „33 sceny z życia” znajdują się na rażąco niskim poziomie.
Poza tym 33 sceny z życia zastosował mylącą akcję promocyjną. Na plakacie reklamującym film widzimy parę, kobietę i mężczyznę – objęci, parzących sobie w oczy… Lecz to wcale nie jest film o miłości. Jest to film o niczym.
maj 6, 2009 at 2:56 pm
Osobiście nie śmiałbym zarzucić infantylizmu śmierci rodziców, czy zdradzie-rozstaniu.
Nie odniosłaś wrażenia, że film łamie tabu? Pokazuje coś, o czym żadne z nas nie chce myśleć.
I jeszcze jedno – nie twierdzę, że film jest dobry, nie gloryfikuję. I nawet z takiej pozycji bez problemu mogę powiedzieć, że to film o miłości. Tyle, że umierającej.
maj 6, 2009 at 4:01 pm
Recenzja ta jest napisana nieco “na wyrost”. I nieco umyślnie zbyt negatywnie. Nie chodzi mi o infantylizm śmierci samej w sobie, tylko o infantylizm w rekacji na nią. Słynne zdanie “Lody matce kupiłaś?” Miałkie to strasznie…
Film Szumowskiej wzbudza liczne kontrowersje i prowadzi do zażartych dyskusji, ale jeżeli mam wyrazić swoje zdanie: cóż, widziałam w życiu duuuużo lepsze filmy, również dotykajace istoty życie-smierć, czy rozstanie…
maj 11, 2009 at 6:08 am
Ty widziałaś, ja widziałem. Chodzi mi tylko o to, czy widziałaś ostatnio (!) jakiś ciekawy film, poruszający podobną tematykę?
Jako pracownik kina muszę z przykrością stwierdzić, że ostatnio rządzą komedie wszelkiego rodzaju, durne i niczego nie warte. I na tle tych filmów “33 sceny…”, mimo swojej wtórności, wypadają naprawdę dobrze.
maj 11, 2009 at 6:56 pm
Jeżeli chodzi o filmy obyczajowe, to bardzo dobry był ostatnio (na początku tego roku): “Droga do szczęścia” – o życiu, ambicjach, miłości, zdradzie, czy “Wszystko za życie” w rezyserii Seana Penna, też bardzo dobry.
Trochę starszy film, który moge polecić to “Wilbur chce się zabić”, również porusza temat śmiertelnej choroby na nowotwór bliskiej osoby.